|
To był długi weekend majowy pełen ostrej jazdy konnej. Razem z kuzynka pojechałyśmy na Kaszuby na obóz jeździecki. Jazdę konno uprawiamy od dwóch lat . Był to nasz pierwszy taki wyjazd. Dowiedziałyśmy się z kuzynką, że ośrodek jeździecki, do którego jedziemy jest jednym z lepszych. Weekend na Kaszubach zapowiadał się naprawdę nieziemsko. Każdego dnia miały być trzy godziny jazdy konnej nawet dwa razy dziennie. O wyjeździe na weekend majowy do ośrodka jeździeckiego wiedziałyśmy już w lutym, ale zdecydowałyśmy się na niego dopiero w kwietniu. Przez cały miesiąc chodziłyśmy, jak nakręcone i gadałyśmy tylko o tym weekendzie na Kaszubach. Wiedziałyśmy, że poznamy nowe tajniki jazdy konnej. Gdybyśmy mogły, to na pewno przyspieszyłybyśmy czas, żeby jak najszybciej znaleźć się w ośrodku jeździeckim. Aby dni leciały szybciej, spędzałyśmy coraz więc ej czasu w naszej szkole jazdy konnej. Przed samym długim weekendem majowym pomagałyśmy nawet przy koniach. Nasza instruktorka jazdy konnej opowiadałam nam przy okazji, co prawdopodobnie będziemy robiły w tym ośrodku jeździeckim. To potęgowało naszą niecierpliwość i chęć znalezienia się już na Kaszubach. Chęć udziału w obozie przyczyniła się też do poprawy naszych wyników w nauce jazdy konnej. Przykładałyśmy się bardziej do lekcji, aby być w jak najlepszej formie. Instruktorka trochę się z nas śmiała. Powiedziała, że będzie częściej proponowała nam wyjazdy do ośrodków jeździeckich, jeśli przed każdym takim wyjazdem z tak ogromnym zapałem będziemy przykładać się do lekcji jazdy konnej u niej. Przy okazji zaczęłyśmy przykładać się też do nauki w szkole, bo warunkiem wyjazdu na obóz jeździecki były dobre oceny, co spowodowało, że zaś rodzice nas pilnowali. Możemy więc powiedzieć, że miesiąc przed weekendem majowym był bardzo intensywny, ale wyszedł nam na dobre. Gdy w końcu był przeddzień wyjazdu na Kaszuby, nie wiedziałyśmy, co ze sobą zrobić. Pakując się co chwile do siebie dzwoniłyśmy, aby ustalić co wziąć na ten weekend na Kaszubach. Prawie całą noc nie spałam, bo myślałam jak będzie wyglądał ten ośrodek jeździecki ( w Internecie dowiedziałam się, że jest to ośrodek w lesie nad jeziorem będą wyglądać domki letniskowe i co najważniejsze – lekcje jazdy konnej. Po śniadaniu przyjechali po mnie wujek i kuzynka i ruszyliśmy na Kaszuby. Przed nami było pięć wspaniałych dni długiego weekendu majowego w ośrodku jeździeckim na Kaszubach. Gdy dojechaliśmy na miejsce, opiekunowie przydzielili nas do domku letniskowego i dali czas na rozpakowanie się. Zrobiłyśmy to szybko, więc poszłyśmy zobaczyć ośrodek w lesie nad jeziorem. Byłyśmy oczarowane. Gdy wróciłyśmy do domku letniskowego poznałyśmy nasze współlokatorki i we cztery ruszyłyśmy na pierwsze zajęcia jazdy konnej. Okazało się, że cały obóz składał się z zaledwie dwudziestu uczestników. Podzielono nas na grupy i przydzielono do koni. Kiedy jedna grupa miała lekcje jazdy konnej, druga miała wolne. Dostałyśmy także rozkład każdego dnia, według którego nasza grupa miała mieć teraz zajęcia. Dosiedliśmy więc nasze konie i rozpoczął się ostry trening. Jak to powiedział instruktor, zaczęliśmy od godzinnej „rozgrzewki”, aby oswoić się z koniem i aby koń oswoił się z nami. Później miała być godzina konkretnego treningu i miła godzina dla nas. Był tylko „mały” problem, oprócz koni (i instruktora) po „rozgrzewce” nikt nie miał siły na nic! Na szczęście podołaliśmy i wytrzymaliśmy do końca zajęć. Wszyscy byliśmy przerażeni, bo tak miały wyglądać wszystkie lekcje jazdy konnej na tym obozie, a od następnego dnia miały być codziennie. Gdy wróciłyśmy do domku letniskowego, byłyśmy tak obolałe i zmęczone, że nie miałyśmy siły rozmawiać. Wieczorem opiekunowie zorganizowali nam spotkanie integracyjne przy ognisku, ale nikt nie miał siły, żeby długo siedzieć. Tej nocy spałam, jak dziecko. Następnego dnia myślałam, że nie dojdę na zajęcia jazdy konnej, bo wszystko mnie bolało. Jednak po rozgrzewce się rozruszałam i znowu jazda konna sprawiała mi przyjemność. Każdego dnia było już lepiej. Niestety weekend majowy w ośrodku jeździeckim dobiegł końca. w ramach ostatnich zajęć jazdy konnej pojechaliśmy na całe trzy godziny w kaszubski las. Było wspaniale. Po południu oficjalnie zakończył się obóz jeździecki i zaczęli po nas przyjeżdżać rodzice. Na pewno te zajęcia jazdy konnej, ośrodek w lesie nad jeziorem i wszyscy ludzie, których tu poznałyśmy długo zostaną w naszej pamięci.
|