|
To było nasze pierwsze spotkanie po maturze. Zjazd klasowy odbył się pięć lat po zakończeniu liceum. Wybraliśmy na ten czas specjalnie miejsce. Pojechaliśmy do ośrodka letniskowego na Kaszubach, gdzie był nasz wyjazd integracyjny. Zarezerwowaliśmy sobie nawet te same domki letniskowe i porozdzielaliśmy się do nich mniej więcej tak jak na wyjeździe integracyjnym. Oczywiście główne atrakcje też były takie same. Jeździliśmy konno, spacerowaliśmy po kaszubskich lasach i do późnej nocy dyskutowaliśmy przy ognisku. Czas zjazdu klasowego mijał bardzo przyjemnie. Ośrodek letniskowy praktycznie się nie zmienił. Jedynie kolory ścian w pokojach i łóżka. Trzeba przyznać, że teraz są dużo wygodniejsze. Boiska do siatkówki, koszykówki i piłki nożnej dalej były w tym samym miejscu. Nawet brama wjazdowa do ośrodka na Kaszubach była taka sama, jedynie zmieniła swój kolor. Właściciel ośrodka też się nie zmienił. Fakt, że praktycznie nic się w ośrodku letniskowym nie zmieniło, sprzyjał atmosferze wspomnień wyjazdu integracyjnego, a co za tym idzie, całej naszej „przygody” z liceum. Był to wyśmienity weekend na Kaszubach. Na przyjemną majówkę zaproszona była oczywiście cała klasa. Gdy zaczynaliśmy liceum było nas trzydzieści osób, gdy kończyliśmy było dwadzieścia pięć osób, piątka nie zdała, ale oni też byli zaproszeni na zjazd klasowy. Najciekawsze były chyba zajęcia jazdy konnej, które jak się okazało, prowadził chłopak, który chodził z nami do szkoły, a nawet do równoległej klasy. Na zajęciach jazdy konnej czuliśmy się, jakbyś znowu mięli po te piętnaście – szesnaście lat. Najfajniejsze było to, że znowu te same osoby miały problem, aby dosiąść konia, ale mimo wszystko dobrze się bawiliśmy. Że sprzyjała nam pogoda, bo jak na weekend majowy było bardzo ciepło, a ośrodek leży nad jeziorem, to mogliśmy sobie popływać i poopalać się. W trakcie spacerów po kaszubskim lesie i wieczorów przy ognisku wspominaliśmy nasze lata w liceum. Co to byłby za zjazd klasowy bez wspomnień? Oczywiście poza tym opowiadaliśmy sobie co u nas i można powiedzieć, że na nowo się poznawaliśmy. Wykorzystaliśmy nawet zabawy z wyjazdu integracyjnego, aby na nowo poczuć przyjacielską więź między nami. Dowiedzieliśmy się o sobie kilku nowych ciekawych rzeczy. Chyba najwięcej wspominaliśmy nasz wyjazd integracyjny. W końcu to właśnie tu na Kaszubach pierwszy raz bawiliśmy się razem. To właśnie w tym ośrodku na Kaszubach zgraliśmy się ze sobą i nawiązaliśmy pierwsze licealne przyjaźnie. W jednym z tych domków letniskowych, już na pierwszym wyjeździe klasowym (czyli jakiś tydzień, może dwa, po rozpoczęciu roku szkolnego) nasz wychowawca przyłapał nas na spożywaniu alkoholu. Czyli to tutaj pierwszy raz podpadliśmy nauczycielowi… Na zjeździe klasowym wyszło też kilka ciekawych faktów. Jak się okazało nasze klasowe gołąbki są ze sobą dłużej niż się wszystkim wydawało. Podobno ich „romans” zaczął się już na samym początku pierwszej klasy. Na jeden wieczór naszego klasowego zjazdu zaprosiliśmy nauczycieli. Od nich również dowiedzieliśmy się kilku interesujących informacji. Między innymi poznaliśmy ich opinię na temat naszej klasy. Po naszym pierwszym pobycie w tym ośrodku na Kaszubach, myśleli, że będziemy jedną z mniej zdyscyplinowanych, jak nie najmniej zdyscyplinowaną klasą w tym roczniku (zapewne przez ta wpadkę z alkoholem). Jednak mile ich zaskoczyliśmy, bo szybko naprawiliśmy swoją reputację i wszyscy szybko „zapomnieli” o incydencie na wyjeździe integracyjnym. Ten weekend majowy minął nam bardzo szybko. Nikt z nas nie żałował, że tu przyjechał, bo był to miły weekend na Kaszubach. |