|
Moja przygoda z jazdą konną rozpoczęła się całkiem przypadkiem. Gdy miałam dwanaście lat, miałam jechać na normalną kolonie do ośrodka w lesie nad jeziorem na Kaszubach. W tym samym czasie w tym samym miejscu miał się odbyć turnus jeździecki. Jak zwykle przed takimi wyjazdami była bardzo poekscytowana. Przede mną było spędzenie dziesięć wspaniałych dni na wczasach nad jeziorem. W trakcie tej kolonii na Kaszubach miało być wiele wycieczek krajoznawczych. Bardzo cieszyłam się na tę wycieczkę, ponieważ bardzo interesowały mnie Kaszuby szczególnie kultura. Gdy rodzice przywieźli mnie na miejsce zbiórki przed wyjazdem do ośrodka w lesie nad jeziorem na Kaszubach, okazało się, że niewiadomo dlaczego znalazłam się na liście osób na turnus z nauką jazdy konnej. Nie dało się już nic zrobić. W grupie bez jazdy konnej nie było już miejsc. Rodzice na szczęście nie musieli już dopłacać za wyjazd do ośrodka jeździeckiego. Mówiąc szczerze trochę się tego bałam, ponieważ nie byłam przygotowana na obcowanie z tak dużym zwierzęciem, jakim jest koń. Na szczęście okazało się, że konie to bardzo przyjazne zwierzęta. Niestety z jazdą konno było odwrotnie niż wskazywałyby pozory. Jazda konna nie jest tak prostą sztuką na jaką wygląda. Trzeba mieć dość dużo siły, aby zapanować nad koniem. Byłam jedną z dwóch najmłodszych osób w grupie w ośrodku jeździeckim. Ale radziłam sobie nieźle. Pierwsze trzy dni były dla mnie straszne. Po lekcjach jazdy konnej miałam ochotę tylko na spanie w moim domku letniskowym. Później jazda konna tak mi się spodobała, że najchętniej w ogóle nie wracałabym do domku letniskowego. Było mi przykry, kiedy pobyt w ośrodku jeździeckim dobiegł końca. Gdy wróciłam do domu emocje związane z jazdą konno trochę opadły. Nie zapisałam się na lekcje jazdy konnej u siebie w mieście. Następnego lata jednak znowu pojechałam na Kaszuby, ale do innego ośrodka jeździeckiego na kolonię. Wtedy moje zafascynowanie końmi i jeździectwem rozkwitło. Może dlatego, że lekcje jazdy konnej były dużo ciekawsze niż w zeszłorocznym ośrodku jeździeckim. Byłam bardzo zadowolona. Domek letniskowy w ośrodku w lesie nad jeziorem dzieliłam ze wspaniałymi dziewczynami, z którymi się bardzo zżyłam. Oprócz zajęć jazdy konnej na tej kolonii mieliśmy również wycieczki krajoznawcze po Kaszubach. Także ten wyjazd na wczasy na Kaszuby zaspokoił to, czego nie było w zeszłym roku. Dzięki temu, że na przemian były lekcje jazdy konnej i wycieczki po Kaszubach, jeździectwo nie było aż tak męczące. Fakt, że kolonia trwała tydzień dłużej niż ta w zeszłym roku, więc był czas też na wycieczki. Po lekcjach jazdy konnej czas spędzaliśmy nad jeziorem lub (gdy padało) na wspólnych grach i zabawach na sali. Pierwszego wieczoru mieliśmy imprezę integracyjną przy ognisku. Tego zabrakło na pierwszej mojej kolonii jeździeckiej. Spotkanie przy ognisku w ośrodku w lesie nad jeziorem było super. Mogliśmy się poznać i zintegrować. Uczestników koloni w ośrodku jeździeckim nie było wielu. Było nas zaledwie dwadzieścia osób, więc mogliśmy w ciągu tych prawie trzech tygodni dobrze się poznać i nawiązać bliskie koleżeńskie relacje. W ciągu lekcji jazdy konnej nie mogliśmy sobie spokojnie porozmawiać, ponieważ musieliśmy skupić się na koniach. Dlatego też fajnym rozwiązanie były te wycieczki po Kaszubach, w trakcie których mogliśmy sobie swobodnie porozmawiać i poznać się wzajemnie. Te trzy tygodnie w ośrodku jeździeckim były naprawdę wspaniałym czasem. Po tych lekcjach jazdy konnej stwierdziłam, że chciałabym te lekcje kontynuować u siebie w mieście. Tak zaczęła się moja przygoda z jazdą konno, która trwa już ładnych kilka lat i na dzień dzisiejszy nie ma zamiaru się kończyć. Kto wie może w przyszłości sama otworzę swój ośrodek jeździecki, może też na Kaszubach… |