|
Jazda konna jest moją pasją od ósmego roku życia. W tym że roku rodzice wysłali mnie na moją pierwszą kolonię. Gdy po długiej podróży dotarłam na miejsce, okazało się, że jedną z atrakcji wycieczki jest jazda konna. W pierwszym momencie, gdy zobaczyłam olbrzymią (jak mi się wtedy wydawało) klacz, pomyślałam, że jazda konna nie jest dla mnie. Jednak okazała się zupełnie inaczej. Była to wspaniała zabawa. Moja kochana Ekologia (bo tak nazwano klacz, którą ujeżdżałam) została moją przyjaciółką. W mig pojęłam wszystkie tajniki jazdy konnej. Byłam oczarowana. I w takim nastroju wróciłam do domu. Całe wakacje mówiłam tylko o jeździe konnej. Rodzice nie mogli już o tym słuchać, więc postanowili zapisać mnie do szkółki jazdy konnej w rodzinnej miejscowości. Niestety byłam jeszcze za młoda, aby móc zawodowo jeździć konno. Gdy się o tym dowiedziałam byłam niepocieszona. Musiałam poczekać aż skończę dwanaście lat, aby móc realizować się w mojej pasji. W ciągu tych czterech lat mój zapał trochę osłabł. Choć gdy nadeszła dwunasta wiosna mojego życia, z ogromną chęcią zapisałam się do szkółki jazdy konnej. Zajęcia odbywały się trzy razy w tygodniu. Pierwsze kilka miesięcy jeździć konno mogłam tylko na ujeżdżalni. Uczyłam się wtedy jak panować nad koniem, jak i jakie komendy wydawać, żeby mnie słuchał itd. Wykonywałam też różne na pozór łatwe, aczkolwiek bardzo trudne ćwiczenia, aby oswoić się z koniem. Zapewne dla osób patrzących na mnie z boku wydawały się one śmieszne. Znowu załapałam bakcyla, który nazywał się jazda konna. Po około pół roku pierwszy raz pojechałam w teren. Wtedy jazda konna okazała się największą frajdą jaką doświadczyłam. Żyłam już od zajęć do zajęć. Nie mogłam się doczekać aż będę mogła dosiąść konia i cwałować przez okoliczne pola i lasy. Mimo że oprócz mnie zwykle była przynajmniej jeszcze jedna osoba, to czułam, jakby na całym świecie oprócz mnie i mojego konia nie było nikogo innego. Było to dla mnie oderwanie się od rzeczywistości. Jazda konna mnie wyzwalała. Mogła odreagować wszelkie stresy całego dnia. Fakt, dość często zdarzały się upadki, ale nigdy mnie to nie zraziło. Jeden miałam dość poważny. Spadając z konia stopa zostałam mi w strzemieniu. Jazda konna tego dnia zakończyła się skręconą kostką. Na trzy miesiące musiałam zrezygnować z jazdy konnej. Przez ten czas chodziłam jak struta. Mogła być jedynie biernym obserwatorem, jak nowe osoby jeżdżą konno i uczą się wszystkiego, jak ja kiedyś. Były to najdłuższe miesiące mojego życia, ale wytrzymałam i wróciłam do swojej pasji. Co prawda przez jakiś czas musiała jeździć na ujeżdżalni, aby oswoić się na nowo z siłą konia. Jazda konna znowu stała się częścią mojego życia. Po pewnym czasie trener zaproponował mi naukę skoków przez przeszkody. Mogłabym wtedy brać udział w zawodach. Oczywiście zgodziłam się. Od tego mementu jazda konna nie była częścią mojego życia, a moim życiem. Zajęcia były pięć razy w tygodniu. Z początku się bardzo bałam, ale gdy opanowałam tę sztukę, okazało się, że to bułka z masłem. Pierwsze zawody nie poszły mi najlepiej, ale ktoś musi być ostatni
Mimo wszystko nie rezygnowałam z jazdy konnej. Wręcz przeciwnie, zmobilizowało mnie to do cięższej pracy. Ćwiczyłam i ćwiczyłam, i z każdymi zawodami przeskakiwałam o miejsce bądź dwa. Po jakimś roku stanęłam na podium.
Odkąd pierwszy raz miałam do czynienia z jazdą konno minęło dziesięć lat. Jest to największa pasja mojego życia. Na ostatnie urodziny dostałam od rodziców i rodzeństwa własnego konia. Cezar jest jeszcze źrebięciem, więc poczekam jeszcze trochę zanim go dosiądę. Na razie bawię się z nim i oswajam go. Jest moim największym przyjacielem, jak na samym początku mojej przygody z jazdą konno Ekologia.
|